Zdaliśmy
sobie kiedyś sprawę, że tak naprawdę wcale nie musieliśmy pójść
w kierunku archeologii, choć to od niej się właściwie zaczęło.
Otóż jakoś w okolicach września 2002 roku, Bogusza i mój nauczyciel
historii, pan Grzegorz Szymanowski z XXI LO w Krakowie, zabrał nas
na szkolną wycieczkę do Biskupina, gdzie odbywał się wtedy festiwal
archeologiczny, szczęśliwie tego roku poświęcony pradziejom ziem
polskich (bo kto wie, co by było, gdyby akurat dotyczył Indian,
jak
w 2003...). Wyprawa była zorganizowana kształcąco i ciekawie, więc
z radością sporządzaliśmy obszerne notatki i próbowaliśmy swych
sił w czym się dało, co zwykle bywa ideą takich imprez. Wtem, gdzieś
w okolicy atrapy Mysiej Wieży (ze Starej Baśni), napotkaliśmy...
dziurę w ziemi. Chwilę wcześniej wydobyto z niej płynny metal, który
zastygł już w kopie brązowych znalezisk: noża, szpil i broszy sprzed
trzech
i pół tysiąca lat.
Brąz
Bogusz od niepamiętnych czasów zajmował się różnymi rzeczami związanymi
z zastosowaniem metali, szczególnie archaicznym fechtunkiem. Olśnił
go zatem tak łatwy sposób kształtowania brązu podług swojej woli,
bez użycia ogromnych ilości sprzętu zarezerwowanego dla wielkiego
przemysłu. Na ogół dzisiejszy człowiek nie ma dostępu do zaawansowanych
technologii
(chyba, że w roli konsumenta, biernie) i wydaje się mu, że sam nie
potrafiłby zrobić sobie na przykład rękojeści szpady albo ładnej
broszki. A tu nagle coś takiego w zasięgu ręki...
Dlatego zaraz po powrocie do Krakowa zaszyliśmy się w bibliotekach
w poszukiwaniu materiałów pomocnych przy budowie własnego pieca.
Potwierdziło się wówczas w pewnym sensie to, o czym pisałam wyżej
- nie znaleźliśmy wielu wskazówek w książkach technicznych,
o współczesnej metalurgii.
|
|